Re: Przeczytawszy...
: 6 lis 2008, o 00:57
Dobra, Serik miał się nie rejestrować, ale nie wytrzymał jakoś... W związku z czym pisze zombiacką (na razie) relację z czytania Nikta.
Nikta nabyłam sobie w trójpaku (ostatnim, oddzielnie już w ogóle nie było) w niedzielę wieczorem - miało być w listopadzie, nic o 31 października nie wiedziałam. Dotarłam do domu jakoś strasznie późno, zaczęłam... I następnego dnia w pracy byłam bardzo, bardzo niewyspana, ale za to bardzo, bardzo uchachana (to nie miało być po polsku, po prostu nie ma lepszego słowa na określenie mojego stanu :D)
A teraz będą spoilery. Na czarno, o.
...taki bezwstydny happy end to była absolutnie ostatnia rzecz, jakiej się spodziewałam! Sądząc po opisie książki byłam psychicznie przygotowana na całą tonę traum (dobra, to akurat dostałam) i morze depresji wylewające się czarnymi strumieniami spomiędzy kartek. A tymczasem nie wiem, jak inni, ale ja pomimo tych wszystkich nieszczęść dotykających bohaterów książkę jako całość odebrałam jako niesamowicie optymistyczną. Może dlatego, że przez tyle miesięcy się zastanawiałam, 1. jakim cudem ten nieszczęsny Vespi może to przeżyć, bo pewnie nie przeżyje albo przeżyje jako człowiek 2. jak do licha wygląda ta tragiczna przeszłość Ultora, którą czuję wszystkimi swoimi dodatkowymi zmysłami - i jak bardzo mu się na koniec oberwie, 3. ile będzie trupów i dlaczego "przeżywalność poniżej 50%"? To się przecież nie może dobrze skończyć, a ja tu siedzę i się martwię, bo tak już mam, jak polubię jakieś postacie :D
Powiem szczerze - wszelkie próby obiektywnej oceny sytuacji podpowiadają mi, że zakończenie po prostu nie pasuje. Jak już ktoś napisał - jakieś takie zbyt banalne. Wata cukrowa i landrynki, aż zęby bolą, bardziej by się dało chyba tylko wtedy, jakby ktoś obie panie wampirzyce sklonował, żeby ich nie brakowało dla adoratorów. Ale wiecie co? Mam obiektywne względy w nosie, "Nikt" mi podbił poziom endorfin poza skalę (i póki co go tam trzyma), i to się liczy! :> Naprawdę, dla mnie bomba.
Bardziej przerażające jest to, że cały czas miałam wrażenie, że ktoś napisał książkę dla mnie. Osobiście. Jestem małą sadystką i absolutnie uwielbiam porządnie udręczone postacie, bo mi się instynkty opiekuńcze włączają ("i będę je tulić i nikooooomu ich nie oddam!"), ale co za dużo to nie zdrowo, w którymś momencie trzeba je porządnie wygłaskać po główkach. Odniosłam nieodparte wrażenie, że autorka po prostu lubi swoje postacie - wszystkie, tak po prostu - i chwała jej za to wielka. Bo ja też lubię.
Z wielkich plusów:
- Nex w duecie ze Strixem dyskutujący o tym, jak to trzeba dobrze więźniów pilnować rozłożyli mnie na łopatki. Uwielbiam obu panów, kropka. Nawet, jeśli jeden z nich nadal nie ma trąbki... (bezwzględnie powinien dostać na urodziny! Fanfik, anyone?)
- Ukryty był bezbłędny i prawie dokładnie taki, jakiego sobie wyobrażałam. A nie podejrzewałam, że się pojawi...
- Kh... kh.. Echis... kh.. Dobra, zaczęłam typa szanować. O dziwo.
- Vespi nie ma czasu na dołowanie się w kąciku, bo trzeba ruszyć tyłek i działać - zdecydowanie dobrze mu to robi. Zwłaszcza, że jak ma czas, to chwilę później nie ma czasu i skutecznie mu się "tryb emo" wyłącza. Natomiast miłą odmianą było to, że dla urozmaicenia to nie on miał w tej książce najbardziej przerąbane...
- ... a Ultor był rozczulający. Oczywiście lepiej tego Lordowi Wojownikowi nie powtarzać, bo jeszcze by się załamał do reszty, ale naprawdę - straszne biedactwo, zapędzone w kozi ruch i rzucające wszystko na jedną kartę. Ja, przykładna mała sadystka, na dokładnie coś takiego czekałam :>
Przy tym nie zgadzam się z opiniami powyżej, że daje ciała. Przede wszystkim - zaskoczyło mnie, że naprawdę wierzy w Sprawę, spodziewałam się raczej, że ma jakąś dobrze ukrytą dodatkową motywację (daru nie liczę, a jeśli dobrze zrozumiałam... rany, ale musiał mieć przerąbane). W sumie po tym, jak został Lordem, miał dwie opcje - albo grzecznie słuchać się Ukrytego i budować "nowy, lepszy świat", albo się nie słuchać i popełnić seppuku tępą kataną. Wybrał opcję numer trzy - zadziałać na wariata i liczyć na cud, a nuż się uda. A że nie do końca o Vespera chodziło... No cóż, w momencie, gdy wkurzony Vespi wygarnia Ukrytemu, co o nim myśli, mimo wszystko staje w jego obronie, chociaż to z pewnością nie powinno podnieść jego notowań u Lorda Latensa. Nieco zbyt samobójcze jak na "tylko przykrywkę", podejrzewam, że Vesper to po prostu był jeszcze jeden ważny powód.
A z drobiazgów na plus: mało Aranei, której do końca nie udało mi się polubić. Ja nie wiem, co ci wszyscy faceci w niej widzieli, obstawiałabym, że się co godzinę cichcem jakimiś feromonami pryskała. W sumie jako zalewająca się łzami dekoracja ujdzie...
Oraz z drobiazgów na minus: założę się o każdą sumę, że najważniejszy książkowy trup był typowany na podstawie ankiety na najbardziej lubianą postać. BUUUUU!!! Się nie robi takich rzeczy, mało było Alexa? T_T
To ja może pójdę się zakneblować, bo ja tak długo mogę... ^^"
Nikta nabyłam sobie w trójpaku (ostatnim, oddzielnie już w ogóle nie było) w niedzielę wieczorem - miało być w listopadzie, nic o 31 października nie wiedziałam. Dotarłam do domu jakoś strasznie późno, zaczęłam... I następnego dnia w pracy byłam bardzo, bardzo niewyspana, ale za to bardzo, bardzo uchachana (to nie miało być po polsku, po prostu nie ma lepszego słowa na określenie mojego stanu :D)
A teraz będą spoilery. Na czarno, o.
...taki bezwstydny happy end to była absolutnie ostatnia rzecz, jakiej się spodziewałam! Sądząc po opisie książki byłam psychicznie przygotowana na całą tonę traum (dobra, to akurat dostałam) i morze depresji wylewające się czarnymi strumieniami spomiędzy kartek. A tymczasem nie wiem, jak inni, ale ja pomimo tych wszystkich nieszczęść dotykających bohaterów książkę jako całość odebrałam jako niesamowicie optymistyczną. Może dlatego, że przez tyle miesięcy się zastanawiałam, 1. jakim cudem ten nieszczęsny Vespi może to przeżyć, bo pewnie nie przeżyje albo przeżyje jako człowiek 2. jak do licha wygląda ta tragiczna przeszłość Ultora, którą czuję wszystkimi swoimi dodatkowymi zmysłami - i jak bardzo mu się na koniec oberwie, 3. ile będzie trupów i dlaczego "przeżywalność poniżej 50%"? To się przecież nie może dobrze skończyć, a ja tu siedzę i się martwię, bo tak już mam, jak polubię jakieś postacie :D
Powiem szczerze - wszelkie próby obiektywnej oceny sytuacji podpowiadają mi, że zakończenie po prostu nie pasuje. Jak już ktoś napisał - jakieś takie zbyt banalne. Wata cukrowa i landrynki, aż zęby bolą, bardziej by się dało chyba tylko wtedy, jakby ktoś obie panie wampirzyce sklonował, żeby ich nie brakowało dla adoratorów. Ale wiecie co? Mam obiektywne względy w nosie, "Nikt" mi podbił poziom endorfin poza skalę (i póki co go tam trzyma), i to się liczy! :> Naprawdę, dla mnie bomba.
Bardziej przerażające jest to, że cały czas miałam wrażenie, że ktoś napisał książkę dla mnie. Osobiście. Jestem małą sadystką i absolutnie uwielbiam porządnie udręczone postacie, bo mi się instynkty opiekuńcze włączają ("i będę je tulić i nikooooomu ich nie oddam!"), ale co za dużo to nie zdrowo, w którymś momencie trzeba je porządnie wygłaskać po główkach. Odniosłam nieodparte wrażenie, że autorka po prostu lubi swoje postacie - wszystkie, tak po prostu - i chwała jej za to wielka. Bo ja też lubię.
Z wielkich plusów:
- Nex w duecie ze Strixem dyskutujący o tym, jak to trzeba dobrze więźniów pilnować rozłożyli mnie na łopatki. Uwielbiam obu panów, kropka. Nawet, jeśli jeden z nich nadal nie ma trąbki... (bezwzględnie powinien dostać na urodziny! Fanfik, anyone?)
- Ukryty był bezbłędny i prawie dokładnie taki, jakiego sobie wyobrażałam. A nie podejrzewałam, że się pojawi...
- Kh... kh.. Echis... kh.. Dobra, zaczęłam typa szanować. O dziwo.
- Vespi nie ma czasu na dołowanie się w kąciku, bo trzeba ruszyć tyłek i działać - zdecydowanie dobrze mu to robi. Zwłaszcza, że jak ma czas, to chwilę później nie ma czasu i skutecznie mu się "tryb emo" wyłącza. Natomiast miłą odmianą było to, że dla urozmaicenia to nie on miał w tej książce najbardziej przerąbane...
- ... a Ultor był rozczulający. Oczywiście lepiej tego Lordowi Wojownikowi nie powtarzać, bo jeszcze by się załamał do reszty, ale naprawdę - straszne biedactwo, zapędzone w kozi ruch i rzucające wszystko na jedną kartę. Ja, przykładna mała sadystka, na dokładnie coś takiego czekałam :>
Przy tym nie zgadzam się z opiniami powyżej, że daje ciała. Przede wszystkim - zaskoczyło mnie, że naprawdę wierzy w Sprawę, spodziewałam się raczej, że ma jakąś dobrze ukrytą dodatkową motywację (daru nie liczę, a jeśli dobrze zrozumiałam... rany, ale musiał mieć przerąbane). W sumie po tym, jak został Lordem, miał dwie opcje - albo grzecznie słuchać się Ukrytego i budować "nowy, lepszy świat", albo się nie słuchać i popełnić seppuku tępą kataną. Wybrał opcję numer trzy - zadziałać na wariata i liczyć na cud, a nuż się uda. A że nie do końca o Vespera chodziło... No cóż, w momencie, gdy wkurzony Vespi wygarnia Ukrytemu, co o nim myśli, mimo wszystko staje w jego obronie, chociaż to z pewnością nie powinno podnieść jego notowań u Lorda Latensa. Nieco zbyt samobójcze jak na "tylko przykrywkę", podejrzewam, że Vesper to po prostu był jeszcze jeden ważny powód.
A z drobiazgów na plus: mało Aranei, której do końca nie udało mi się polubić. Ja nie wiem, co ci wszyscy faceci w niej widzieli, obstawiałabym, że się co godzinę cichcem jakimiś feromonami pryskała. W sumie jako zalewająca się łzami dekoracja ujdzie...
Oraz z drobiazgów na minus: założę się o każdą sumę, że najważniejszy książkowy trup był typowany na podstawie ankiety na najbardziej lubianą postać. BUUUUU!!! Się nie robi takich rzeczy, mało było Alexa? T_T
To ja może pójdę się zakneblować, bo ja tak długo mogę... ^^"