Sznurki Przeznaczenia

I stało się, że Trianon, Dziedzic Montagronii, przybył z górzystej krainy swojej na wielki turniej rycerski. Albowiem Król Latinier, w leciech już będąc, nadzieję na posiadanie dziedzica porzucił był całkowicie. Postanowił przeto tron swój przekazać starszej córce Arnildzie, pod zrozumiałą kondycją wszakże, że księżniczka czym rychlej za mąż pójdzie, na co panna ochoczo zgodę swą dała. Zebrali się co tchu rycerze z całej Agronii, rodów najprzedniejszych i najpośledniejszych, ażeby w szranki stanąć i najgodniejszego spośród siebie wyłonić. Obmierzłą wszak bowiem byłaby myśl, by księżniczka rodu królewskiego za cudzoziemca jakowego pójść miała, czy to spośród Barbarów śmierdzących i włochatych, czy spośród Ligninjczyków gnuśnych oraz zarozumiałych wielce. Na ten to turniej właśnie Trianon, młodzieniec rodu starożytnego acz zubożałego, śpiesznie się stawił.
czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:21
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 54, sierpień 2006

Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi

 

Fala letnich upałów przetoczyła się przez okoliczne pola i lasy, pozostawiając po sobie połacie pożółkłej trawy i wysuszone na wiór kępy krzewów. Nawet sosny w pobliskim lesie przedstawiały wyjątkowo żałosny widok: ich przywiędłe, pożółkłe igły wręcz błagały o wodę. Jeziorko zmieniło się w smętne, błotniste bajoro, w którym Paskuda taplała się z coraz większym obrzydzeniem, wyłącznie po to, by nie dostać udaru. Księżniczka i Strażnik z obawą popatrywali na poziom wody, modląc się w duchu, by nie obniżył się jeszcze bardziej. Jeszcze trochę tych upałów i ukaże się wejście do grot, a wtedy… Nawet nie śmieli formułować tych myśli. Smok, któremu słońce padło na głowę akurat w chwili, gdy zagrożone są jego największe skarby… Mogło być niewesoło.

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:18
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 51, marzec 2006

Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi

 

Strażnik był czujny.

Obiecał sobie solennie, że nikomu już nie pozwoli się zaskoczyć.

Dlatego też już w chwilę potem, jak ziemia zadudniła odległym echem tętentu końskich kopyt, a na horyzoncie zamajaczyła grupa jeźdźców, on był gotów. Zbroja, hełm, miecz… Wybiegł z izdebki w pełnej gotowości bojowej. Zagwizdał głośno, ostrzegawczo. Nieomalże natychmiast Paskuda zabulgotała czujnie z jeziora, a Księżniczka wychyliła się z okna, ściskając w dłoni zdjętą z gwoździa chusteczkę.

Jeden rzut oka wystarczył, by cała trójka rozpoznała przybyszów.

Czarni Mściciele.

Księżniczka i Strażnik wstrzymali dech w piersiach. Oddział pędził ku nim z wyraźnym pośpiechem.

Co znowu?!

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:14
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 49, grudzień 2005

Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi

 

Księżniczka wtuliła się w ciepłe, mocne ramiona Strażnika. Oparła czoło o jego policzek, przycisnęła ucho do szerokiej piersi. Spokojne, miarowe bicie jego serca obiecywało bezpieczeństwo, czułość, być może coś jeszcze? Nie wiedziała.

Stukot serca przyśpieszył nagle, a Strażnik przycisnął ją mocniej i pochylił głowę, niby przypadkiem przysuwając usta w pobliże jej warg. Zadrżała, pełna radosnego, choć niespokojnego oczekiwania. Przysunęła się do niego jeszcze bliżej i wtedy…

Usiadła na łóżku, serce jej łomotało. Oddechy goniły jeden za drugim, jakby znów nazbyt pośpiesznie wbiegła po schodach swojej Wieży. Wspomniała jeszcze świeży w pamięci sen, po plecach przebiegł jej pełen niepokoju dreszcz.

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:11
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 47, wrzesień 2005

Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi

 

Księżniczka miała już dość.

– Wypuść mnie! – zażądała, wychylając się z okna Wieży.

– Bo spadniesz! – przeraził się Strażnik w odpowiedzi. – Nie wychylaj się tak wystająco!

– To spadnę! – oznajmiła, ale cofnęła się przezornie. – Mam już wszystkiego dość. I to ma być życie? – Dramatycznym gestem powiodła dookoła dłonią.

Krajobraz bynajmniej nie napawał optymizmem. Lato najwyraźniej postanowiło wrócić wcześniej do ciepłych krajów: spakowało manatki i wyjechało, pozostawiając po sobie bliżej nieokreślone zastępstwo. Nie była to jesień, nie opadały bowiem jeszcze liście z drzew, no i dni nie były aż tak zimne. Za to noce mogłyby spokojnie konkurować z listopadowymi pod względem chłodu oraz posępnego, przenikliwego wiatru, wyjącego bezustannie wśród chmur.

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:08
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Esensji nr XL, październik 2004

 

Jestem księgowym. I to dobrym.

Sprawdzam trzysta arkuszy Excela w godzinę bez żadnego błędu.

Cyfry, liczby, symbole, znaki wirują w moim mózgu, co chwilę podając mi nowy wzór na świat. Potrafię błyskawicznie wykonywać w pamięci skomplikowane operacje. Logarytmy, różniczki, całki nie mają przede mną tajemnic. Co wieczór siadam w fotelu, spoglądam w sufit i zaczynam żyć wśród liczb. Nie ma mnie wtedy dla świata, po prostu nie ma mnie. I w ten sposób spędzam moje spokojne, bezpieczne, monotonne życie. Dzień po dniu.

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:08
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 44, styczeń 2005

 

Nie mogę zasnąć. Nic a nic.

Leżę na łóżku i przewracam się z boku na bok.

Na łóżku – to trochę za dużo powiedziane. Ot, zwykły materac położony na betonowej podłodze. Cabaňa – drewniana chatka, kryta palmowymi liśćmi – nie oferuje specjalnych wygód. Dlatego właśnie wybraliśmy dziś taki nocleg: bez prądu, wody i pozostałych znamion cywilizacji, mały domek, zagubiony na plaży Morza Karaibskiego. My, mieszczuchy, już przy czymś takim odczuwamy posmak prawdziwej przygody.

Moi współtowarzysze śpią mocno, zmęczeni wrażeniami. Szum wody, miarowo spływającej po palmowym dachu, ukołysał ich błyskawicznie. Jest maj, właśnie zaczyna się pora deszczowa. Krople padają gęsto, na betonowej podłodze przed drzwiami zgromadziła się już spora kałuża.

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:07
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Esensji nr XL, październik 2004

 

Zimą wieczór zaczyna się o szesnastej. W lato o tej porze jeszcze pół dnia by zostało… A tutaj już o czwartej ciemno, paskudnie i tylko śnieg sypie zawzięcie. Dzień się skończył, pora iść spać. Albo oddać się pierwszemu lepszemu zajęciu domowemu. Prać, prasować, gotować lub sprzątać. Taki czas.

Tym razem Alicja wybrała sprzątanie. Czasami trzeba zrobić trochę porządków. Nawet jeżeli samo słowo "sprzątanie" brzmi bardziej przerażająco niż wszystkie wojny światowe, trzęsienia ziemi i powodzie razem wzięte. Ano, bliższa koszula ciału, wiadomo, a że żadnej wojny nie było już dawno, to się zapomina. A sprzątać trzeba co dzień.

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:06
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 40, lipiec 2004

Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi

 

Zbójcy byli profesjonalistami.

Przynajmniej na początku wszystko robili nad wyraz profesjonalnie.

Zręcznie zarzucone kotwiczki z przywiązanymi do nich linami trafiły prosto w oba najwyższe okna Wieży. Zaraz potem cztery czarno odziane postacie zaczęły się wspinać po murze. Akcja przeprowadzona była w niemalże całkowitej ciszy, dzięki czemu Strażnik nie otworzył nawet oka. Paskuda również.

Ze względu na panujące ostatnio niemiłosierne upały, Księżniczka nie zamykała na noc okiennic. Zbójcy więc bez przeszkód wtargnęli do jej komnaty. Otoczyli bogato rzeźbione łoże i pochylili się nad śpiącą niewiastą, błyskając groźnie nagimi ostrzami mieczy. Po chwili wahania, jeden z nich pochylił się i trącił placem krągłe ramie obleczone w batyst koszulki.

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:05
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Esensji nr XXXVIII, lipiec 2004

 

Kurier powiódł wzrokiem po zebranych i zaczął nawijać:

– No, to słuchajcie, jak u nas było. Pewnie u was było tak samo, ale i tak wam powiem. Jakby coś było inaczej, mówcie od razu, dobra?

Podobno Pierwsi Starzy, jak już wreszcie wytknęli nochale spoza swojego bezpiecznego, niezniszczalnego Kretowiska, powiedzieli rzecz brzydką i straszną. Taką, że żaden słownik wulgaryzmów nie odważył się jej zamieścić, żaden, rozumiecie?! Ani stary ani nowy! I wasz na pewno też nie!

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:03
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 40, lipiec 2004

Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi

 

Księżniczka rozpoczęła dzień od tradycyjnej walki z ciężkimi, aksamitnymi zasłonami. Naszarpała się z nimi dobrze zanim wreszcie wyjrzała na świat.

Dzień był piękny. Słoneczko przygrzewało życzliwie, po lazurowym niebie mknęły pojedyncze białe cumulusy, zieleń zieleniła się, kwiaty kwitły a ptaszki śpiewały. Słowem, wszystko było w jak najgorliwszym porządku. Księżniczka rozejrzała się po krajobrazie z wyraźną aprobatą, po czym spojrzała w dół, szukając wzrokiem Strażnika.

Pod Wieżą stał bez ruchu czarny koń a na nim zasiadał Czarny Rycerz, obaj niczym granitowe posągi wmurowani w trawę pod oknem.

Księżniczka natychmiast cofnęła się w popłochu do swej komnaty.

Zaspałam! – pomyślała z przerażeniem. Zaspaliśmy wszyscy, na amen! Co za pech, że też nam się znowu zachciało grać w te cholerne okręty do białego rana…

Podbiegła do drugiego okna, tego od strony jeziora.

– Pssst, pssst! – zaszemrała rozpaczliwie. – Paaasiuuu… Ryyceeerz…

Tafla wody pozostała niestety niewzruszona. Nawet najdrobniejsza zmarszczka nie zmąciła gładziusieńkiej powierzchni. Tylko chmury przeglądały się w niej z samozachwytem, dumnie przechadzając się ponad nią, jedna po drugiej.

No, proszę, jeszcze i to! Paskuda wczoraj zdecydowanie za dużo zjadła, pomyślała Księżniczka z rozpaczą. Trzeba było jej jakoś te krowy reglamentować, teraz będzie spała przez tydzień!

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 19:00
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 39, czerwiec 2004

Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi

 

Tętent kopyt końskich narastał z oddali, budząc u wszystkich zrozumiałą nadzieję. Las przysłaniał widok, niemniej jednak co do tego charakterystycznego odgłosu nie sposób było się pomylić. Nadjeżdżał Rycerz.

Księżniczka natychmiast zakrzątnęła się po pokoju w poszukiwaniu świeżej chusteczki. Znalazłszy takową, czym prędzej wychyliła się przez okno i zaczęła nią machać gorliwie.

Strażnik wyszedł ze swojej kwatery, stanął w rozkroku i majestatycznie wsparł obie ręce na potężnym, bogato rzeźbionym mieczu – najwyraźniej jednym z tych, które nie przypadły do smaku Paskudzie.

Jezioro zabulgotało, spod jego powierzchni wychynęła ciekawie para gadzich oczu.

– Schowaj się – mruknął Strażnik. – Zobaczy cię i znowu zmarnujesz okazję…

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 18:53
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 36, marzec 2004, tam też można obejrzeć ilustracje Piotra Zwierzchowskiego

Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi

 

Księżniczka przeciągnęła się leniwie na łóżku, ziewając. Poranek minął już dawno, sądząc po promieniach światła, przedzierających się uparcie przez szczeliny między ciężkimi zasłonami. Najwyraźniej już od jakiegoś czasu trwał kolejny, letni, upalny dzień.

Księżniczka wstała więc wreszcie, podeszła do zasłon. Chwyciła jedną z nich i z mozołem przesunęła na bok, odsłaniając część okna.

Natychmiast uderzyło w nią gniewne, pełne oburzonego wyrzutu spojrzenie Paskudy, której łeb znajdował się dokładnie na wysokości okna Księżniczki. Gadzina najwyraźniej warowała pod Wieżą od wczesnego poranka, by jak najpełniej dać wyraz swojemu niezadowoleniu.

Księżniczka ściągnęła gniewnie usta, zaraz jednak pokiwała głową z bolesnym westchnieniem.

– Tak, wiem – mruknęła. – Nawet nie muszę patrzeć w lustro. Nic nie jest lepiej, co?

Przecząc własnym słowom, odwróciła się śpiesznie i podreptała do lustra.

Nie było lepiej, nic a nic.

Znakomitą większość jej czoła i policzków zdobiły wyjątkowo nieestetyczne pryszcze. Księżniczka natychmiast odwróciła się od lustra.

– Przestań się mnie czepiać! – wykrzyknęła w kierunku Paskudy, zdesperowana. – To wcale nie przeze mnie jesteś głodna! Popatrz tylko na siebie, siedzisz tu już od rana, myślisz, że jakikolwiek głupi rycerz zajrzy tutaj, skoro tu jesteś?

Paskuda prychnęła pogardliwie, przyjęła jednak argument do wiadomości. Odwróciła się i poczłapała do jeziora. Zanurzyła się w wodzie powoli, z wyraźnym niezadowoleniem. Zaburczało jej głośno w brzuchu, Księżniczka miała pewność, że to było na pokaz.

czytaj dalej »

Autor: Madzik | wtorek, 17 Kwiecień 2007 - 18:47
Kategoria: Opowiadania

Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 33, grudzień 2003, tam też można obejrzeć ilustracje Piotra Zwierzchowskiego

Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi

 

Księżniczka siedziała na parapecie wąskiego okna wieży. Znudzonym wzrokiem wodziła po doskonale znanym krajobrazie. Wciąż te same pola, lasy i smętne bajora topniejącego śniegu. Dzisiaj słoneczko przygrzewało już nieco mocniej, jakby właśnie się dowiedziało, że najwyższy czas na przedwiośnie, i postanowiło nadrobić wszystkie poprzednie zaniedbania.

Księżniczka ziewnęła. Poprawiła tradycyjny hennin w kształcie wysokiego stożka, z ciągnącym się niemiłosiernie, muślinowym welonem, który zawsze o wszystko zawadzał i darł się przy byle okazji.

– Pomocy, pomocy – obwieściła beznamiętnym tonem, bardziej z poczucia obowiązku niż rzeczywistej nadziei na wsparcie. – Ratunku.

– Cicho tam – powiedział strażnik, również trzymając się obowiązującej konwencji.

czytaj dalej »