Pierwotnie opowiadanie zostało opublikowane w Fahrenheicie nr 36, marzec 2004, tam też można obejrzeć ilustracje Piotra Zwierzchowskiego
Opowiadanie należy do cyklu o smoczycy Pasi
Księżniczka przeciągnęła się leniwie na łóżku, ziewając. Poranek minął już dawno, sądząc po promieniach światła, przedzierających się uparcie przez szczeliny między ciężkimi zasłonami. Najwyraźniej już od jakiegoś czasu trwał kolejny, letni, upalny dzień.
Księżniczka wstała więc wreszcie, podeszła do zasłon. Chwyciła jedną z nich i z mozołem przesunęła na bok, odsłaniając część okna.
Natychmiast uderzyło w nią gniewne, pełne oburzonego wyrzutu spojrzenie Paskudy, której łeb znajdował się dokładnie na wysokości okna Księżniczki. Gadzina najwyraźniej warowała pod Wieżą od wczesnego poranka, by jak najpełniej dać wyraz swojemu niezadowoleniu.
Księżniczka ściągnęła gniewnie usta, zaraz jednak pokiwała głową z bolesnym westchnieniem.
– Tak, wiem – mruknęła. – Nawet nie muszę patrzeć w lustro. Nic nie jest lepiej, co?
Przecząc własnym słowom, odwróciła się śpiesznie i podreptała do lustra.
Nie było lepiej, nic a nic.
Znakomitą większość jej czoła i policzków zdobiły wyjątkowo nieestetyczne pryszcze. Księżniczka natychmiast odwróciła się od lustra.
– Przestań się mnie czepiać! – wykrzyknęła w kierunku Paskudy, zdesperowana. – To wcale nie przeze mnie jesteś głodna! Popatrz tylko na siebie, siedzisz tu już od rana, myślisz, że jakikolwiek głupi rycerz zajrzy tutaj, skoro tu jesteś?
Paskuda prychnęła pogardliwie, przyjęła jednak argument do wiadomości. Odwróciła się i poczłapała do jeziora. Zanurzyła się w wodzie powoli, z wyraźnym niezadowoleniem. Zaburczało jej głośno w brzuchu, Księżniczka miała pewność, że to było na pokaz.
czytaj dalej »